Witaj gościu, Jeśli czytasz tę wiadomość to znaczy że nie jesteś zarejestrowany. Kliknij i zarejestruj się by w pełni korzystać z wszystkich funkcji naszego forum.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
The Fountain - Źródło
#1
Witam, witam.

Chciałem się z Wami podzielić odczuciami na temat najpiękniejszego filmu ostatnich lat i w ogóle najlepszego - moim zdaniem oczywiście. Oglądałem go znów kilka dni temu, chyba po raz piąty, i znów był taki piękny. A w dodatku uwolnił kolejne pomysły, jak dojść do jego sensu.
Tylko od czego tu zacząć? Film jest przede wszystkim głęboki. Mimo, że pochodzi z holiłudu, to zaskakuje swym pięknem, swą błyskotliwością. Czasem wśród tego kiczu, który masowo wypuszczają na ekrany, trafia się jakaś perła - jak choćby "Forrest Gump". Ale dla mnie Źródło jest piękniejsze od Forresta. Dlaczego? A dlatego, że w jednym z motywów pojawia się mężczyzna samotnie podróżujący przez kosmos, którego celem jest umierająca gwiazda otoczona mgławicą. Dla człowieka, który uwielbia astronomię obraz ten jest po prostu uroczy. Rzadko widuje się na ekranie telewizora coś równie ładnego. W sumie trudno powiedzieć, czy obraz umierającej gwiazdy jest w tym filmie prawdziwy, bo nikt nigdy z bliska tego nie obserwował. Czy świecące płaty materii wpadają w mgławicę, jak złoty śnieg. I czy wśród ogromnego blasku da się zobaczyć "krajobraz" mgławicy. Ale przecież nie o to chodzi, bo to jest film po części fantastyczny. Oczywiście nie tylko dlatego film ten uznałem za mój ulubiony. Chodzi mi o sens w nim zawarty, o tematy, które porusza. Nie wiem, czy są osoby, które obejrzały ten film i zauważyły tylko 3 wątki nie trzymające się kupy, a nie zwróciły uwagi na to, jak głębokich rzeczy on się tyczy. Jestem pewien, że tylko osoba niedojrzała emocjonalnie lub dziecko nie zauważy tego, o czym w rzeczywistości jest ten obraz. Oczywiście nie chcę tutaj nikogo obrażać - czasem jest tak, że trzeba 2 razy zobaczyć, aby dostrzec to, co jest "między wierszami"...
Życie i śmierć. A dokładniej sens życia i sens śmierci, miejsce tych zdarzeń w cyklu nieskończoności, i jedna ważna rzecz: Reinkarnacja! Nie bez powodu pojawia się motyw "Szibalby" - nieba Majów, do którego idą dusze zmarłych, aby się odrodzić. No i przemawia za tym scena, w której strażnik biblijnego drzewa życia mówi: "Wybacz pierwszy ojcze. Nie poznałem cię." Pewnie jest to fikcja, że Majowie uznawali umierającą gwiazdę za siedlisko dusz. Z resztą sama filmowa "Szibalba" też jest fikcyjna.
Reinkarnacja. Kunszt twórców filmu. Wytyczono tutaj widoczną granicę, tak aby film nie bulwersował. Nie każdy przecież wierzy w reinkarnację. Tutaj nikt nie próbuje narzucić tego toku myślenia, bo prawdopodobnie to wszystko dzieje się w głowie doktora Creo. To on tworzy ostatni rozdział o konkwistadorze i on sam jest mężczyzną zmierzającym do umierającej gwiazdy. On prawdziwy, albo on - wyimaginowany.
Tutaj następuje najlepsze: Dowolność w interpretacji motywu z podróżnikiem. Może być to prawdziwy doktor Creo, który posiadł zdolność bycia nieśmiertelnym dzięki roślinie dającej życie (drzewo życia?), które ma ze sobą w kosmicznej podróży. Przemawia za tym scena, w której w ogromnym żalu, za pomocą pióra i atramentu tatuuje sobie obrączkę na palcu, którą zgubił na sali operacyjnej. To on u kresu swej podróży rozmyśla o wszystkich tych latach, a przy tym pokazane są kolejne obrączki tatuowane jedna obok drugiej aż do końca ręki, a potem i na drugiej ręce. Z resztą jest nawet scena, w której przygotowuje barwnik i macza w nim starą, ale tą samą stalówkę. Z drugiej zaś strony spotkałem się w internecie z inną interpretacją: To nie jest żaden nieśmiertelny człowiek podróżujący przez kosmos, ale łysy, wychudzony osobnik w pidżamie szpitalnej. Dodatkowo otoczenie, w jakim się znalazł - kula energii będąca "pojazdem", kosmos, mgławica i umierająca gwiazda - świadczą o tym, że dzieje się to tylko w jego głowie i jest on w rzeczywistości w szpitalu psychiatrycznym. Próbuje on sam dotrzeć do prawdy, a cała ta historia jest zlepkiem jego wspomnień, częścią opowiadania jego żony oraz fantazjowania jego samego o nieśmiertelności.
Recenzje w internecie wręcz zniechęcają do tego filmu. Co to za bzdury!? Dochodzę do wniosku, że te recenzje piszą ludzie, którzy nawet nie raczyli obejrzeć filmu! Podzielili go na trzy części, jakby siekierą dwa razy pieprznąć w kostkę masła. Niby, że jedna historia dzieje się w teraźniejszości, druga w XVI wieku, a trzecia opowiada o astronaucie w XXVI wieku, który leci w kosmos aby poznać prawdę o życiu i śmierci. Co to za pierdoły? No dobra, są 3 miejsca akcji, ale w gruncie rzeczy kręci się to wszystko wokół jednej sprawy. W teraźniejszości doktor Creo usilnie próbuje znaleźć lekarstwo dla swej żony, w historii o konkwistadorze to JEST ON SAM widziany oczyma swej żony i w ten sposób opisany - jako wierny i dzielny rycerz próbujący uratować swą królową i "ginącą" Hiszpanię. A w motywie o podróżniku jest tak, jak napisałem wyżej; jest to doktor, który znalazł "lekarstwo na śmierć" i chce podtrzymać drzewo przy życiu, bo sam boi się śmierci, a gdy jest już u kresu, to w końcu pojmuje dlaczego istnieje śmierć. Albo dzieje się to tylko w jego głowie i rzeczywiście jest psychicznie chory... Podobno sam reżyser - Darren Aronofsky określił go jako tego astronautę, ale możliwe, że to sprawa wspaniałego tłumaczenia na nasz język. Nie zdziwiłbym się. Skoro trafiają się tak świetne tłumaczenia jak Die Hard - Szklana Pułapka, Smile. Wątpię, aby sam reżyser nie wiedział, o czym robi film.
Co może się nie spodobać? Jest taki jeden moment, który nie przeszedł u mnie bez echa. Scena, w której Tommy i Izzy obserwują na dachu mgławicę przez teleskop marki "Allegro 60/700 - powiększenie 600x". I widzą tam mgławicę pełną szczegółów i w dodatku w żółto-złotym kolorze. Jak już realizują film z "klimatem kosmicznym", to mogliby się zorientować, jak widać przez taki sprzęt Smile Ale może czepiam się z racji tego, że astronomią amatorską zajmuję się na co dzień. Spotkałem się też z opinią jednego kolegi, też astro-amatora, że przez to film jest całkowicie zrąbany. Dla mnie nie jest. Przecież nie można grzebać opinii o filmie na podstawie takiego szczegółu. Równie dobrze ktoś, kto w wojsku był saperem i w ogóle oblatany jest w sprawach materiałów wybuchowych mógłby uznać "Szeregowca Ryana" za kichę, przez to, że wcale nie tak wybuchały miny przeciw-piechotne, jak to ukazano na filmie.
Muzyka. O jej... Arcydzieło. Ci, co znają motyw z "Rekwiem dla snu" się ucieszą, bo do "Źródła" muzykę stworzył ten sam gość - Clint Mansell. Muzyka w filmie jest po prostu powalająca. Jest poważna, ale motyw przewodni niesamowicie mocno odciska się w głowie. Wstaję rano i nucę "The last man" albo "Death is the road to awe". Idę do pracy to nie nucę, tylko słucham, bo mam na empetrójce. Przychodzę do domu, to sobie puszczam. Idę spać, to sobie nucę. A jak obserwuję to tym bardziej muzyka mi towarzyszy, bo nieustannie kojarzy się z człowiekiem docierającym do umierającej gwiazdy. A najlepsze jest to, że motywy muzyczne się przeplatają. Tak, że w jednym utworze pojawia się ślad innego. Zupełnie tak jak z motywami filmu - po prostu arcydzieło.
Końcówka. Ooooo. Sam koniec historii o podróżniku. Nie chcę tu zdradzać szczegółów. Pewnie niektórzy z Was się domyślają (Ci, co nie oglądali), ale to jest po prostu piękne.

Proszę Was, obejrzyjcie ten film. Wy, którzy nie oglądaliście - musicie go obejrzeć (A Wy, którzy oglądaliście, obejrzyjcie jeszcze raz). Ale tak na spokojnie proszę, żebyście mogli skupić się na szczegółach. I otwórzcie swe umysły. Nie wiem, czym Wy tam otwieracie swoje umysły. Jedni piją melisę, inni wola napój ze słodem i chmielem w składzie. Jeszcze inni potrzebują 200% dziennego zapotrzebowania na magnez i gorącej kąpieli.
Ponieważ nie wiem, czy tylko na mnie wywarł on tak wielkie wrażenie...

Pozdrawiam

[Obrazek: The_Fountain%20-%20Poster.jpg]
SCT 5'' SLT GoTo, Sp-Wa 7,4; SWA58 9, LVW 13, SWAN 20, W70 25, Ultima 35, UHC-S, Moon & Skyglow i pełno kolorowych Smile ASTRO-ART.COM.PL
Odpowiedz
#2
również polecam ten film!  Smile

co prawda oglądałem go tylko raz, ale wystarczyło żeby poczuć pewnego rodzaju dreszcz, to się rzadko zdarza. spotkałem się z zarzutami że jest zbyt pretensjonalny, ale taki już los filmów odwołujących się do symboli, takich bardziej poetyckich niż rozumowych. bardzo dużo zależy od odbiorcy.
poza tym, tak jak już napisał wimmer, film jest po prostu ładny!

ciekawostką jest fakt, że efekty specjalne w scenach "kosmicznych" nie powstały w komputerze tylko poprzez fotografowanie mieszania się i reagowania różnych substancji pod mikroskopem. chciano w ten sposób uciec od wyświechtanych schematów i stworzyć coś co mimo upływu lat będzie wygladało oryginalnie.

a obserwacja oriona allegroskopem jakoś wcale mnie nie zraziła. a nawet przez to że teleskopik był mały, nasi bohaterowie byli jakby bliżej mgławicy (niż gdyby pośrednikiem była jakaś wielka betoniara... po prostu kompozycja sceny by na tym ucierpiała Smile)
Odpowiedz
#3
Wimmer! Przepiękny opis! Szacunek. Mam całkiem podobne wrażenia po obejrzeniu i naprawdę tylko totalnie bezmózdzy konsumenci mogą po nim "jechać".

(11.04.09, 18:24)szuu link napisał(a): ciekawostką jest fakt, że efekty specjalne w scenach "kosmicznych" nie powstały w komputerze tylko poprzez fotografowanie mieszania się i reagowania różnych substancji pod mikroskopem. chciano w ten sposób uciec od wyświechtanych schematów i stworzyć coś co mimo upływu lat będzie wygladało oryginalnie.
Nie wiedziałem. Jak tak do rzeczywiście majstersztyk! Zresztą sam jestem zwolennikiem tradycyjnych metod fotografowania jeśli chodzi o bardziej artystyczne klimaty więc strzelili w samo sedno Smile
(11.04.09, 18:24)szuu link napisał(a): a obserwacja oriona allegroskopem jakoś wcale mnie nie zraziła. a nawet przez to że teleskopik był mały, nasi bohaterowie byli jakby bliżej mgławicy (niż gdyby pośrednikiem była jakaś wielka betoniara... po prostu kompozycja sceny by na tym ucierpiała Smile)
Mnie tutaj bardziej irytował fakt "podmiany" M42 na jakiś wymyślny obiekt.. Bo jest dokładnie pokazane na co patrzą i gdzie leży umierająca gwiazda.. Tongue ale to do prawdy nie istotny szczegół.. w końcu jakby nie było film ma w sobie coś magicznego a dodając do tego złożoność i kompromisy całej hollywoodzkiej produkcji to z samego szacunku dla tego dzieła pominę w zupełności.. to nie dokument tylko fantastyka. Film w każdym razie genialny i.. piękny.. Smile
.Smile SW MAK127/1500, eq3 soligor , MT800 i takie tam..moze kiedys hEQ5
Odpowiedz
#4
Cudowny.
Pewnego razu chciałem zachęcić ludzi na zlocie do wspólnego obejrzenia tego filmu. Nie wyszło - jakoś nie pałali entuzjazmem. Potem, kolejnego razu, także chciałem zaproponować ten film. To było na zlocie w Radocynie - też nie chcieli  Tongue
SCT 5'' SLT GoTo, Sp-Wa 7,4; SWA58 9, LVW 13, SWAN 20, W70 25, Ultima 35, UHC-S, Moon & Skyglow i pełno kolorowych Smile ASTRO-ART.COM.PL
Odpowiedz
#5
Mówisz o następnym dniu czy o tym co wszyscy a raczej połowa Big Grin obecnych oglądała "horyzont Zdarzeń"?
.Smile SW MAK127/1500, eq3 soligor , MT800 i takie tam..moze kiedys hEQ5
Odpowiedz
#6
(12.11.09, 09:07)mArP link napisał(a): Mówisz o następnym dniu czy o tym co wszyscy a raczej połowa Big Grin obecnych oglądała "horyzont Zdarzeń"?

No właśnie mówię o tym wieczorze, gdy oglądaliśmy "Horyzont Zdarzeń". Ja chciałem zaproponować "Źródło", ale się uparli na "horyzont..."
Smile
SCT 5'' SLT GoTo, Sp-Wa 7,4; SWA58 9, LVW 13, SWAN 20, W70 25, Ultima 35, UHC-S, Moon & Skyglow i pełno kolorowych Smile ASTRO-ART.COM.PL
Odpowiedz
#7
Powiem Ci szczerze że z tego co pamiętam stan "świeżości umysłowej" potrzebnej niewątpliwie do oglądania tego filmu nie był wtedy zauważalny u większości włącznie ze mną Tongue a najładniej było to widać po Bodim Big Grin . Myślę zatem że wyszło to na dobre temu filmowi i zrobimy sobie projekcję w tym roku (mam nadzieje że się zjawię :-\ ) Z chęcią obejrzę go sobie po raz kolejny.
.Smile SW MAK127/1500, eq3 soligor , MT800 i takie tam..moze kiedys hEQ5
Odpowiedz
#8
Tiaa, stan świeżości umysłowej, nie był zadowalający Tongue mój także, przyznam szczerze Smile no ale cóż jak się jest w takiej niesamowitej okolicy, z takimi niesamowitymi ludźmi,z tak niesamowitym sprzętem, popijając tak niesamowite trunki to płacz nie płacz, ale i efekty w postaci wyeksploatowanego organizmu widać Smile

Co do filmu, po takiej recenzji, dalibóg muszę obejrzeć Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości