Witaj gościu, Jeśli czytasz tę wiadomość to znaczy że nie jesteś zarejestrowany. Kliknij i zarejestruj się by w pełni korzystać z wszystkich funkcji naszego forum.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Android. "On" czy "To"?
#1
Chciałbym zachęcić Was do dyskusji o androidach. Czy Androidach? No właśnie... Czy pisać to z małej litery czy z dużej? Moja narzeczona mówi, że to problem typowo filologiczny, bo wystarczy ustalić czym one są. No właśnie (po raz kolejny)... Czym one są? A może KIM one są?
Obok trzech znanych postaci sztucznych ludzi postawię Androida wykreowanego przeze mnie, czyli Hila z mojej powieści Donikąd. Przytoczę oczywiście tylko fragment, w którym Android opowiada człowiekowi o sobie, o swoim organizmie i w ogóle o tym, kim jest...
Celowo ułożę ich cechy w sposób rosnący - a rdzeniem tego porządku będą uczucia podobne do ludzkich Smile

Pierwsza postać w tym porównaniu to Data, słynny Android z serii Star Trek. Przyznam, że nie znam jego szczegółowej kraecji, a jedynie to, co dało się zauważyć w odcinkach serialu. Moim zdaniem Data był zbyt automatyczny. Jednak czuję w nim podwaliny pod późniejsze tego typu postaci, w pewnym sensie protoplastę. Wygląda podobnie do człowieka, choć różnice są widoczne (skóra, oczy). Jednak Data zachowuje się bardzo po robociemu. Ot taki ma w głowie szeroko pojęty program i szereg dyrektyw - tak mi się wydaje.

Drugi - Bishop (czyli Biskup) z drugiej części Obcego. Postać już zdecydowanie bardziej przypominająca z zewnątrz człowieka. Nawet umysł stworzyli mu bliski człowieczemu. Zachowuje się naturalnie do tego tego stopnia, że na pierwszy rzut oka nie można go odróżnić od człowieka. W pewnym momencie poświęca on się dla dobra ludzi, a także ratuje Newt życie (przepołowiony, chwyta ją gdy próżnia wysysa powietrze z pokładu). Czy to już są przejawy uczuć? Czy tylko dyrektywy zakodowane w jego sztucznym mózgu? Taki program, każący mu postawić życie człowieka ponad swoim. A może było to działanie podyktowane jego sumieniem? Jak myślicie, czy mógłby mieć sumienie?

Roy Batty - czyli replikant z Blade Runnera (Łowcy Androidów). Replikant i Android to według mnie ten sam typ istoty, tylko inaczej nazwany przez twórców filmu. Choć replikanci według mnie byli łudząco podobni do ludzi, znacznie bardziej niż Androidy. Tutaj już pojawia się coś więcej niż dyrektywy, cele i program. Mianowicie chęć życia! Replikanci w tym filmie (a zwłaszcza Batty) pokazali coś zupełnie nowego. Pojawiły się w nich uczucia, zdecydowanie inne niż ludzkie (vide ich dziwne zachowanie), ale silne i wyraźne. Jako istoty o krótkim życiu (nie pamiętam dokładnie, ale chyba kilka lat) wykształciły w sobie pragnienie do wolności. Jak wiadomo, ich przebywanie na Ziemii było zabronione, a razie zakazu likwidowano ich. Byli oni tworzeni w różnych modelach i różnych możliwościach intelektualnych. Tylko dlaczego tak chcieli przebywać na Ziemi? Czy tylko po to, by wtopić się w tłum i móc żyć? Czy może, by czuć się człowiekiem?

A teraz na tle tych postaci przedstawię mojego Hila w krotkim fragmencie:
SCT 5'' SLT GoTo, Sp-Wa 7,4; SWA58 9, LVW 13, SWAN 20, W70 25, Ultima 35, UHC-S, Moon & Skyglow i pełno kolorowych Smile ASTRO-ART.COM.PL
Odpowiedz
#2
Rozdział 4. Hil (fragment)

Mężczyzna nie wyglądał na chorego. Wręcz przeciwnie. Jego kroki były energiczne i sprężyste. Był ubrany w czarny skafander próżniowy, o wiele nowocześniejszy od tego, który miał na sobie Einn. Skafander tamtego posiadał w wielu miejscach twarde ochraniacze, przez co wyglądał trochę jak zbroja. Mężczyzna zdjął hełm i otarł wierzchem rękawicy czoło. Miał szczupłą twarz i bladą cerę. Jasne, krótko przycięte włosy, nie były pozbawione ładu - sterczały równo do góry. Hełm włożył pod pachę.
Po kilku sekundach Einn mógł już dostrzec w nim coś dziwnego. Chodziło o jego oczy. Mężczyzna miał bladoróżowe tęczówki. Tak nieprawdopodobnego koloru oczu Havern jeszcze nie widział.
Pilot podszedł bliżej i stanął krok przed nim.
Teraz widać było kolejne różnice. Miał niezwykłe oczy. W jasnym świetle lamp Einn dobrze widział tęczówki tego osobnika. A były jednolite. Nie posiadały tych delikatnych plamek i prążków, którymi cechu ją się tęczówki przeciętnego człowieka. Oprócz tego, mężczyzna nie posiadał na twarzy nawet śladów zarostu, a jego blada skóra wyglądała mało naturalnie.
Einn uważnie spojrzał w jego niezwykłe oczy.
Pilot wyciągnął do niego dłoń.
- Jestem Hilo Dwanaście. Mów mi Hil - powiedział spokojnym głosem, lecz oczy zdradzały wielkie wahanie.
Havernem aż zatrzęsło. Jakby kopnął go prąd.
"Hilo dwanaście?!" - krzyknął w myślach. To mogło oznaczać tylko jedno: Ten pilot to robot! Automat przypominający człowieka! - "To automat! Wytwór głupoty człowieka! Puszka pełna drutów! Nie myślący kawał metalu! Taki niewolnik! Narzędzie w ręku człowieka, które samo w sobie jest wrogiem i obrazą natury."
Pilot spojrzał wprost do głębi umysłu Einna, i ze zmarnowaniem w swych sztucznych oczach opuścił dłoń, której Havern nie uścisnął. Odwrócił się na pięcie i ruszył w stroną kapsuły.
- Wiem, co myślisz - rzucił przez ramię. - Tylko, że ja nie jestem robotem. Jestem androidem i posiadam własną wolę... Uczucia także.
Oddalił się i zniknął gdzieś za dyszami silników swej kapsuły.
Einn jeszcze przez dłuższą chwilę stał, jak wryty. Potem skierował się do swego promu.

[...]

- Wciąż intryguje mnie twoja osoba - powiedział Einn ostrożnym tonem. - Powiedz mi coś o androidach. Jeżeli, rzecz jasna, chcesz.
- Oczywiście. Dlaczego miałbym nie chcieć? Jestem dumny z tego, kim jestem. Przeciętny android jest o osiemnaście procent inteligentniejszy od przeciętnego człowieka. Ludzie, tworząc pierwsze androidy, chcieli mieć posłuszne jak roboty, ale mądrzejsze narzędzia w swych rękach. Zapomnieli chyba jednak o tym, że dać inteligencję, to dać wolną wolę. Społeczeństwo androidów walczyło zażarcie o swe prawa i wywalczyło je, choć liczyło zaledwie piętnaście tysięcy osobników. Teraz jest nas około czterystu tysięcy osobników i mamy niemal takie same prawa, jak ludzie. Jestem szczególnie dumny z dwóch rzeczy. Po pierwsze: Zostałem stworzony przez przedstawicieli mojej rasy, a nie tak, jak pierwsi z nas - przez ludzi. Posiadam też w swoim ciele płyny mych stwórców. Po drugie: Żaden android w żadnym stopniu nie sprzeciwił się naturze. Nasi nawet nie pracują w Centrum Regulacji Pogody. Najdziwniejsze jest to, że nikt do naszych centrów mózgowych nie wpajał pokory dla natury. Czyżby podświadome naprawianie błędów naszych stwórców? Poza tym, z czterystu tysięcy androidów ponad dwadzieścia tysięcy poleciało donikąd. Statystycznie to o wiele większy procent, niż wśród ludzi.
Na twarzy Einna malował się szczery podziw.
- To nie znaczy, że uważam się za lepszego od ciebie - dodał ostrożnie Hil, jakby dopiero teraz zauważył, że może przypadkiem urazić Einna. - Żałuję tylko, że nie jestem tak bezpośrednio, jak ty, stworzony przez naturę.
- Różnica tkwi w budowie fizycznej? - spytał Einn. - To ciekawi mnie najbardziej - dodał po chwili.
- Nie będę ci tłumaczył wszystkiego, bo nie jestem w stanie. Nie wystarczyłoby nam czasu... Ogółem, to jestem podobny do ciebie. Mój szkielet zbudowany jest z twardych biomechanicznych komponentów. Jest to lekki metal, tak zwany metacyt, który jest podatny na złamania, ale samoczynnie się odbudowuje, jeżeli dostarczyć mu odpowiednich związków chemicznych, głównie chlorku fluoru. Jesteśmy istotami jednopłciowymi, co znaczy, że tworzymy tylko osobniki na wzór mężczyzny. Chyba nasze społeczeństwo nie dojrzało jeszcze do kontaktów między płciowych, ale to nie wykluczone w przyszłości - tu Hil nieco się zmieszał i wydawało się Einnowi, że nawet zaczerwienił. Nie chciał oczywiście drążyć tej sprawy i pozwolił androidowi odbiec od tych kategorii. - W moich żyłach krąży specjalny płyn elektrolityczny, niestety silnie trujący - Hil lekko się uśmiechnął. - W ruch wprawia go mini-pompa, która jest uzależniona od samego płynu...
- W jaki sposób?
- Mikrogenerator plazmowy w tej złożonej pompie nasyca płyn elektrolityczny, który roznosi ładunek do każdej części mego ciała. Ale sam generator nie jest wieczny, więc krążący płyn wprawia w ruch mikroturbiny, które oddają do generatora energię.
- Ale chyba nie jest to perpetuum mobile? Druga zasada dynamiki plazmowej się kłania... Albo przez tyle lat nauka ewoluowała tak bardzo, że możliwym jest stworzyć wieczny silnik, a ja o tym nie wiem.
- Nie. To nie jest perpetuum mobile. Istnieje niewielki procent straty energii, a chłodzenie odbywa się po prostu poprzez moje oddychanie... No i raz na jakiś czas muszę uzupełnić płyn elektrolityczny. Robię to tak samo, jak człowiek spożywa płyny - piję go. Tam gdzie ty masz żołądek, ja posiadam podobny organ, który służy do przekazania płynu do moich żył, wcześniej nasyconego przez moje serce, jeśli mogę tak powiedzieć. Nadmiar płynu, jeżeli wypiję za dużo, pozostaje tam w oczekiwaniu na użycie. Zawsze wiem ile mi go brakuje, ale nigdy nie tracę czasu na precyzyjne odmierzanie. Przecież ty też nie jesz tylko tyle ile ci potrzeba, nie liczysz ile spaliłeś kalorii i ile musisz uzupełnić, i tak dalej.

(c.d.n)
SCT 5'' SLT GoTo, Sp-Wa 7,4; SWA58 9, LVW 13, SWAN 20, W70 25, Ultima 35, UHC-S, Moon & Skyglow i pełno kolorowych Smile ASTRO-ART.COM.PL
Odpowiedz
#3
- A starzenie się? Ile lat możesz przeżyć?
- Moje biomechaniczne tkanki są podatne na zużycie, to oczywiste i normalne. Jeżeli wziąć po uwagę warunki ziemskie... - spojrzał w górę, ucieleśniając chwilowe zamyślenie. - ... to po około stu latach można byłoby zaobserwować zmiany w strukturze skóry, szybkości rozumowania i koordynacji ruchowej. Możliwa jest też postępująca choroba psychiczna, objawiająca się zanikami pamięci, przewidzeniami i tym podobnymi, a spowodowana nadmierną już ilością danych osadzonych w centrach mózgowych. Trochę przypominałoby to ludzkie choroby starości. No i oczywiście moje serce też ulega zużyciu. Każde, nawet mikroskopijne części obluzowują się... W sumie - mogę żyć jakieś sto czterdzieści lat. Dodam jeszcze, że mnie łatwiej zoperować niż człowieka. Wystarczy wymienić pompę, dać nową skórę, podmienić płyn i uśpić na kilka miesięcy i usunąć część danych, aby centra mózgowe odpoczęły. I znów jestem na tym świcie - zaśmiał się.
- A ile już żyjesz?
- Zostałem stworzony dwudziestego siódmego grudnia trzy tysiące siedemdziesiątego czwartego roku. Rzecz jasna w takiej właśnie postaci - wskazał na siebie wszystkimi palcami. - Androidy nie rosną i nie dojrzewają pod żadnym względem, oprócz wiedzy i doświadczenia. Bardzo łatwo się też uczę. Mój mózg, to nie komputer. Nie mam procesorów, ani tym bardziej twardych dysków, które są magazynami danych. Wszelkie dane bezustannie krążą w moich centrach mózgowych. Mam ich w głowie naprawdę dużo. Są mocno pozwijane i wielokrotnie połączone, a łączna ich długość to prawie trzy tysiące metrów. W centrum są grube, dalej zwężają się, i na obrzeżach są cieńsze od włosów. To, czym zajmuję się w tej chwili przemyka po najgrubszych ich częściach. Wszystko, co przeszłe, schodzi jakby niżej, rozprasza się w gęstwinie zewnętrznych cieńszych wiązek. Dlatego moja pamięć jest płynna, jak twoja. Mogę wspominać różne rzeczy, tak, jak ty. Wtedy staram się przywołać rozproszone dane z przeszłości, aby wróciły na grubsze partie, zajmujące się teraźniejszością. Jeżeli rozproszyły się dostatecznie mocno, to nie przywołam ich. Po prostu o czymś zapomnę. Rzeczy ważniejsze, do których wracam często, nigdy nie schodzą aż tak daleko w głąb mojego umysłu, są zawsze świeże. Toteż nigdy nie zapomnę, że cię spotkałem - na przykład.
-Czy możesz zginąć, tak jak człowiek? No wiesz, na przykład, w cudzysłowie, wykrwawić się. Czy twój organizm może funkcjonować bez tego płynu? Czy twój mózg może umrzeć? Co ze zgromadzonymi w nim danymi? Są wieczne?
-Oczywiście, że mogę się, w cudzysłowie, wykrwawić – Hil uśmiechnął się. – Moje tkanki są biomechaniczne. Mimo, że są sztuczne, to żyją. Pozbawienie ich płynu elektrolitycznego i niesionego w nim ładunku może je uśmiercić. Co prawda nie rozłożą się one, ale po prostu trwale przestaną funkcjonować, tak jakby zdrętwiały na zawsze. Jednak moje tkanki mogą przeżyć bez płynu znacznie dłużej niż ludzkie bez nasyconej tlenem krwi. Podobnie jest z moim mózgiem. To nie jest twardy dysk, na który zapiszesz dane i leżą tam przez lata. Wszystkie moje myśli, każde działanie mózgu dzieje się w czasie rzeczywistym i jest zasilane tymże krążącym płynem i jego ładunkiem. Brak płynu w głównym trzonie mojego mózgu kończy się jego śmiercią.
Einn zatopił wzrok w jego bladoróżowych oczach. Zafascynowały go. Nie były naturalne, ale mimo to dokładnie odwzorowywały uczucia androida. I wcale nie był to program zapisany w centrach mózgowych. To były naturalne reakcje na naturalne uczucia. Oczy Hila wyrażały spokój i radość, głębiej - także fascynację.
Hil odgadł myśli Einna.
- Są dziwne, czyż nie?
- Tak - ocknął się z zadumy Havern. - Mają niezwykły kolor i strukturę.
- To dlatego, że oko jest jednym z najdoskonalszych organów stworzonych przez naturę. Ludzkie oczy są nie do podrobienia; są niepowtarzalne. Nie można stworzyć dla androida, przy pomocy najnowszych technologii, takich oczu, jak ludzkie. Moje oczy są najnowocześniejszym syntetycznym organem. Nauka nie pozwala na to, by stworzyć je inaczej. Nawet nie można zmienić ich koloru. Najczulsza i prawie żywa soczewka, zatopiona w płynie światłoczułym, przybiera tylko taką barwę, i koniec... Dlatego wszystkie androidy mają takie same oczy.
- Widzisz gorzej, lepiej, inaczej? - spytał Einn.
- Widzę to samo, co ty, tylko mniej naturalnie. Jakby przez obiektyw kamery. Ale mogę pochwalić się tym, że na pole widzenia mam naniesione najważniejsze dane o obiekcie obserwacji.
- Tak? - człowieka zafascynowało to o wiele bardziej, niż same oczy androida. - A jakie masz dane o mnie?
- Twoje wymiary, przypuszczalną wagę, stan zdrowia wyczytany z ruchów, mimiki twarzy i twego ogólnego wyglądu. Mogę także określać stan emocjonalny odczytywany z intonacji głosu. Jako ciekawostkę dodam, że to właśnie oczy zużywają najwięcej mojej energii.
- Niebywałe - mruknął człowiek, zdradzając całym sobą szczery podziw. - Niebywałe.
Następną chwilę spędzili w ciszy. To sprawiło, że Einn poczuł nagły przypływ zmęczenia. Jego powieki stawały się ciężkie. Zamknęły się powoli, ale zaraz po tym ocknął się, zamrugał oczami i lekko potrząsnął głową. Wyprostował się w fotelu i westchnął.
- Jesteś zmęczony – powiedział Hil.
Einn przytaknął.
- Powinieneś odpocząć - android podniósł się z fotela. - Skorzystaj z którejś z naszych kajut. Są pokład niżej. Byłeś tam?
- Tak tylko zajrzałem - mruknął Einn. - Masz rację. Pójdę się trochę przespać... A ty? - zagadnął po chwili.
- Wezmę się za te hamownice. Trzeba je naprawić. Poza tym trzeba załatać dziury po linach w pancerzu... A odpoczywam raz na jakiś czas, zależnie od warunków - Hil skierował się do wyjścia. Otworzył drzwi. - Pośpię trochę może za dwa, trzy dni. - rzucił przez ramię. - Na razie!
Einn postanowił zastosować się do rady Hila i sugestii swego organizmu. Powoli ruszył w ślad za androidem.

[...]

Nie ukrywam, że Hil jest w pewnym stopniu moim hołdem oddanym twórcom ważnych postaci tego typu w twórczości s-f. Starałem się jednak, by był inny. Jak tu stworzyć coś, co już zostało stworzone, ale inaczej - po swojemu?
W dalszych etapach powieści Hil podejmuje ważny problem swojej egzystencji. Czy jego życie ma sens? Kim jest i dokąd idzie? Czy w swoim przypadku może powiedzieć "Jestem"?

pozdrawiam
SCT 5'' SLT GoTo, Sp-Wa 7,4; SWA58 9, LVW 13, SWAN 20, W70 25, Ultima 35, UHC-S, Moon & Skyglow i pełno kolorowych Smile ASTRO-ART.COM.PL
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości