Witaj gościu, Jeśli czytasz tę wiadomość to znaczy że nie jesteś zarejestrowany. Kliknij i zarejestruj się by w pełni korzystać z wszystkich funkcji naszego forum.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czerwcowe obserwacje (12/13 czerwca 2013)
#1
W poprzednią noc późnym wieczorem wyjrzałem przez okno i okazało się, że niebo wygląda całkiem nieźle (czyste i przejrzyste). Najpierw wyszedłem na balkon i poszukałem sobie lornetką gwiazd w niewielkiej odległości od Słońca (takie ćwiczenia na wypadek pojawienia się jasnej komety blisko Słońca) - w lornetce bez trudu były widoczne gwiazdy o jasnościach 4 - 5 mag znajdujące się zaledwie 15 - 17 stopni od Słońca (nu Aur, tau Aur i ups Aur).

Ze względu na to, że nie ma już u nas nocy astronomicznych, dobrą chwilę zastanawiałem się czy jest sens jechać na obserwacje w takich warunkach, a jeśli tak, to czy jechać z samą lornetką, czy może wziąć też teleskop (Taurus T330). Koniec końców ze względu na to, że w ostatnich miesiącach pogoda nas nie rozpieszczała, postanowiłem jednak dać szansę teleskopowi.

Pojechałem w miejsce około 35 km w linii prostej na północny wschód od centrum Krakowa (miejscowość Czuszów), dokładnie tam, gdzie dwa miesiące temu utknąłem w błocie. Tym razem samochód zostawiłem na żwirowej drodze dojazdowej do domów, na której też rozłożyłem teleskop. Obserwacje zacząłem kilka minut po północy.

Niebo, choć na północy wyraźnie rozjaśnione, okazało się całkiem niezłe. Wysoko nad horyzontem gołym okiem bez trudu była widoczna nie tylko M13, ale też M92, a zasięg gołego oka był nie mniejszy niż 7.0 mag (nie wyznaczałem go dokładnie, bo szkoda mi było krótkich chwil względnej ciemności).

Obserwacje rozpocząłem od komet C/2011 L4 (PANSTARRS) oraz C/2012 F6 (Lemmon). Obydwie były w tych warunkach bez trudu widoczne w lornetce 10x50, a w teleskopie prezentowały się wspaniale. Pierwsza z szerokim warkoczem i wąskim antywarkoczem, druga z bardzo słabymi dwoma warkoczami - szerokim pyłowym i wąskim gazowym, rozdzielonymi ciemniejszą przerwą. Obserwacje komet bardziej szczegółowo opisałem w dedykowanych im wątkach.

Po kometach przyszedł czas na DSy. Najpierw na rozgrzewkę przyjrzałem się kilku jasnym obiektom z katalogu Messiera, które w tym (33 cm teleskopie) sprawiają na mnie ogromne wrażenie. Były to M13, M17, M27 i M92 - prezentowały się one jak zwykle, wspaniale.

Później postanowiłem zapolować na mgławice planetarne. Tu znów na rozgrzewkę poszła M57, której charakterystyczne położenia zna chyba na pamięć większość aktywnych obserwatorów DSów. W 182x prezentowała się pięknie, a w jej bezpośrednim pobliżu dostrzegłem kilka gwiazd - dane z katalogu UCAC-3 sugerują, że najsłabsze z nich były słabsze od 15.5 mag, nie wiem jednak jak dokładny jest ten katalog.

Po M57 przyszła kolej na mniej znane obiekty. Najpierw postanowiłem znaleźć mgławicę planetarną NGC 6891 w Delfinie. Mgławica ta była widoczna bardzo wyraźnie jako malutki (nawet w powiększeniu 182x) okrągły obiekt, który przy patrzeniu wprost znikał, a w jego miejscu pojawiała się gwiazdka.

W pobliżu znajduje się też inna jasna mgławica planetarna - NGC 6905. Ta także była widoczna bez problemu, choć jej jasność powierzchniowa była zauważalnie niższa. W powiększeniu 182x wyglądała ona naprawdę interesująco. Na pierwszy rzut oka przypominała osłabioną i nieco pomniejszoną wersję M57, jednak w przeciwieństwie do niej, pierścień miał niejednorodną jasność powierzchniową, a i centralna część wydawała się być nieco bardziej wypełniona.

Następnie postanowiłem zapolować na dwie jasne mgławice planetarne w gwiazdozbiorze Łabędzia. Pierwsza z nich - NGC 7008 wyglądała fantastycznie - jest ona nieco większa niż M57 i ma bardzo niejednorodną strukturę, niektórym przypominającą płód, innym ucho, otaczającą dość jasną gwiazdę centralną. Z wszystkich obserwowanych tej nocy obiektów ten chyba spodobał mi się najbardziej.

Drugą jasną mgławicą w Łabędziu była NGC 7027 - ta jest na tyle jasna, że było ją widać bez problemu w szukaczu (oczywiście wyglądała w nim zupełnie jak gwiazda). W teleskopie w powiększeniu 50x wyglądała jak lekko rozogniskowana, dość jasna, wyraźnie zielono-niebieska gwiazda. W powiększeniu 182x była malutkim, lekko spłaszczonym, jaśniejszym w środku, zielono-niebieskim obiektem.

Kolejną mgławicą, którą postanowiłem znaleźć była NGC 6804 w Orle. Ta miała niezbyt dużą (w porównaniu do poprzednich) jasność powierzchniową, jednak była widoczna bardzo dobrze, jako niemal okrągły, rozmyty obiekt, po jednej stronie dość ostro odcinający się od tła nieba, po drugiej bardziej rozmyty.

Na koniec, na rozjaśniającym się niebie zapolowałem jeszcze na trzy mgławice planetarne, których położenie z grubsza znałem (z dokładnością do około 5 stopni), a których nie miałem dziś na mapkach. Były to M76, NGC 6543 i NGC 6210. Każdą z nich udało mi się znaleźć dość szybko i każda z nich prezentowała się całkiem ładnie pomimo dość jasnego już nieba.  M76 pokazała bardzo charakterystyczny "podwójny" kształt, NGC 6543 i NGC 6210 były widoczne w szukaczu jak gwiazdy, a w teleskopie świeciły intensywnie zielono (w szczególności NGC 6210). Przez NGC 6543 pięknie przebijała się jasna gwiazda centralna.

W międzyczasie zerknąłem także na kilka innych znanych obiektów (m.in. M71, M51 czy mgławicę "Veil"). W trakcie obserwacji zaparowało mi lusterko wtórne, jednak dość szybko udało mi się je odparować, ogrzewając jego boki dłonią. Kiedy już się zbierałem, było już stosunkowo jasno i dopiero wtedy odkryłem, skąd tak wielka wilgoć w powietrzu (na koniec obserwacji cały sprzęt był mokry, tak że np. po futerale z lornetki, czy po pudełkach z okularów spływały krople wody). Okazało się, że dwa pola, obok których obserwowałem niebo były niemal całkowicie zalane - o świcie wyglądały niemal jak jeziora zarastające roślinnością.

Obserwacje nieba zawsze łączą się dla mnie także z obcowaniem z przyrodą (choć rzadko o tym wspominam). Tak też było i tym razem. Podczas obserwacji w oddali co jakiś czas podśpiewywał słowik rdzawy, z pól od czasu do czasu pokrzykiwała przepiórka, a o świcie nisko nad polami przeleciała sowa (chyba uszata). Sporadycznie przejeżdżające przez pobliską drogę samochody budziły natomiast cierniówkę śpiąca w krzaku tuż obok mnie - dwa czy trzy razy lekko mnie przestraszyła zaczynając mi tuż za uchem głośno odśpiewywać swoją piosenkę (co ciekawe śpiewała bardzo krótkie - 2-3 sekundowe fragmenty i cichła aż do nadjechania kolejnego samochodu).

Pozdrawiam
Piotrek Guzik
Krosno,  49°40' N   21°47' E http://piotrguzik.systempartnerski.pl/
Odpowiedz
#2
Fajny opis, tylko zazdrościć...mnie, z różnych względów, coraz trudniej o takie eskapady! Ale te które miałem- nie do zapomnienia, również ze względu na różne odgłosy przyrody. No i ten świt, majestatyczna cisza i żal że spektakl teatralny się skończył... Big Grin

Smile


Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości