Właśnie teraz mija
dokładnie 100 lat od wydarzenia, które wstrząsnęło Syberią, a które nazywane jest Katastrofą Tunguską. Celowo nie piszę o meteorycie tunguskim – zjawisko nie zostało do końca wyjaśnione. Obecnie w internecie jest ogromna ilość informacji, hipotez i zdjęć (być może „oryginalnych” zdjęć z tamtych czasów jest dziś więcej, niż wówczas w ogóle wykonano...

)
Dlatego zaczynając ten wątek i przypominając 100 rocznicę katastrofy, przybliżę teraz tylko podstawowe fakty. Nie będę zagłębiał się w niezbyt wiarygodne hipotezy o kosmitach, ani tym bardziej podawał schematów budowy ich statków kosmicznych...

Wykorzystam także niektóre zdjęcia – znalezione nie tylko w internecie, ale opublikowane w posiadanych przez mnie książkach opisujących to wydarzenie (także tych wydanych przez II Wojną Światową).
Jest ranek
30 czerwca 1908 roku. Na dalekiej Syberii, niedaleko jeziora Bajkał, do powierzchni Ziemi zbliża się ognista kula. Ciągnąc za sobą długi na 800 km „warkocz”. Mija rzekę Podkamienna Tunguska, osadę Wanawara i kilkadziesiąt km. na północ od Wanawary „przybysz” eksploduje. Nikt wtedy nie wiedział, czy do wybuchu doszło po uderzeniu w powierzchnię Ziemi, czy jeszcze w powietrzu. Jest dokładnie godz. 7:17 miejscowego czasu. Jak po wybuchu bomby atomowej, najpierw świadkowie widzą olbrzymi błysk (jasność porównywana do jasności Słońca) widoczny z odległości kilkuset kilometrów, potem dociera fala gorąca, potem fala uderzeniowa i potężny huk. Dźwięk eksplozji był słyszany w odległości ponad 4000 km; fala uderzeniowa obiegła całą Ziemię (może nawet dwa razy), odległe sejsmografy (nawet w Europie) zanotowały wstrząs jak podczas trzęsienia Ziemi.
Przez wiele następnych nocy na znacznym obszarze Ziemi (także w Europie) nastąpiły jasne noce – można było nawet czytać. Pojawiły się również duże i jasne NLC (nocne obłoki srebrzyste).
Przez kolejnych kilkanaście lat do miejsca zdarzenia nie dociera żadna wyprawa naukowa.
Dopiero w 1921 roku Leonid Kulik (
http://astro4u.net/yabbse/gallery/35_27_06_08_1_59_39.jpg ) wyrusza z Leningradu na pierwszą wstępną wyprawę – w jej wyniku Kulik ustala tylko, że upadek meteorytu (tak wtedy sądził) miał miejsce w dorzeczu rzeki Podkamienna Tuguska. Pierwsza wyprawa o znaczeniu naukowym wyrusza dopiero w 1927 roku, Kulik dociera w rejon epicentrum katastrofy, ale ze względu na trudne warunki (mroźna zima) wycofuje się.
(
http://astro4u.net/yabbse/gallery/35_27_06_08_2_01_32.jpg ) : mapa drogi Kulika („Sky & Telescope z 1994 r)
Dopiero następna wyprawa, wiosną
1928 roku okazuje się owocna. Kulik i jego ekipa ze zdumieniem widzi ogrom zniszczenia w tym rejonie. Las został powalony na powierzchni ponad 2000 km
2 !!

Powalone drzewa podczas eksplozji – to miejsce odległe jest o 8 km od epicentrum.
Drzewa nie leżą „przypadkowo”. Wszystkie powalone drzewa są zwrócone korzeniami w stronę epicentrum, natomiast w samym centrum, w okolicy tzw. Bagna Południowego, część drzew stoi, ale bez liści i gałęzi. Same osmalone pnie – nazwane potem lasem „słupów telegraficznych” – patrz zdjęcia niżej.



Niestety, Kulikowi nie udaje się znaleźć żadnego krateru uderzeniowego. Przypuszcza nawet, że miejscowe bagna i jeziora są „grobem” meteorytu, ale nie można znaleźć żadnych odłamków meteorytu.
Kulik organizuje jeszcze kilka wypraw w latach 1930 – 1938:

wykonano wtedy także zdjęcia lotnicze całego miejsca katastrofy, ale nadal nie znaleziono żadnych szczątków. Dotychczasowe badania wskazują, że do wybuchu doszło nad powierzchnią Ziemi, na wysokości 5-8 km.
Tak jak napisałem wyżej, siła wybuchu była ogromna. Las został powalony w promieniu ponad 40 km, były osoby, które z jeszcze większych odległości doznały poważnych poparzeń skóry. Dziś, na podstawie analizy wielu faktów ustalono, że siła wybuchu była ok. 1500 razy większa od wybuchu bomby atomowej nad Hiroszimą – czyli większa od największych (znanych) amerykańskich bomb wodorowych (ponad 25 MT).
Po II Wojnie Światowej w rejon katastrofy zaczęły docierać coraz liczniejsze wyprawy naukowe, także zagraniczne. Jedyne co znaleziono, a łączono z rzekomym meteorytem, to szkliste kulki (o rozmiarach milimetrowych), które świadczyły o bardzo wysokiej temperaturze w centrum wybuchu.
Co naprawdę spadło w tajdze ?
A. Przez prawie pół wieku jedynym wyjaśnieniem była mała planetoida, której rozmiary szacowano na 30 – 50 metrów. Minusem tej hipotezy był brak jakiegokolwiek krateru uderzeniowego i odłamków (meteorytów). Obecnie ta wersja jest rzadziej brana pod uwagę.
B. W latach 60 ub. roku zaczęły się pojawiać hipotezy, że to eksplodowało jądro małej komety – dlatego nie było krateru i większych odłamków. W 1978 roku czeski astronom Lubor Kresak na podstawie wyników ekspedycji w tamtym roku stwierdził, że katastrofę spowodował fragment Komety Enckego – akurat pod koniec czerwca Ziemia znajdowała się blisko orbity tej komety i jakiś oderwany wcześniej fragment zderzył się z Ziemią.

C. Tylko wspomnę o innych hipotezach. Jakieś 30 lat temu pojawiły się doniesienia prasowe, że Ziemia zderzyła się z mini-czarną dziurą

(która przeszła przez Ziemię „na wylot” – tylko gdzie jest to drugie miejsce na Ziemi ??). Były także sensacje o tym , że meteoryt był z antymaterii !!
D. I na zakończenie kilka zdań o tym, że to eksplodował, wyposażony w napęd jądrowy, statek kosmiczny „UFO-ludków”. Jeden z naukowców (rosyjskich ?) obliczył, że właśnie 30 czerwca 1908 roku była najkorzystniejsza pozycja Wenus względem Ziemi, aby z Wenus kosmici przylecieli na Ziemię, ale niestety, ich statek miał awarię i tak go skierowali, aby spadł na niezamieszkałe tereny syberyjskie. Jak by było mało, ten naukowiec stwierdził, że to nie Wenusjanie przylecieli na Ziemię, ale... Marsjanie,

którzy odwiedziwszy swoich „znajomych” na Wenus (może znajomych G. Adamskiego ?

) wracali do domu (czytaj na Marsa), ale na drodze stanęła im Ziemia... I tu na zakończenie mój komentarz do tej hipotezy. Zakładała ona, że kosmici poruszali się po orbitach wybieranych pod względem najmniejszego zużycia paliwa (tak jak rosyjskie i amerykańskie latały na Wenus). Chyba bardziej było by prawdopodobne, że dysponując taką cywilizacją techniczną nie muszą podróżować jak my, ale między Wenus, Ziemią i Marsem mogą latać „na skróty” – znacznie szybciej...

Najnowsza hipoteza powstała zaledwie rok temu (w 2007 roku) Dwóch naukowców z Włoch na podstawie swoich badań i zdjęć satelitarnych stwierdzili, że znaleźli krater uderzeniowy – jest nim niewielkie jezioro Czeko (ok. 300x600 metrów), znajdujące się ok. 8 km na północ od miejsca epicentrum.
W tym roku kolejna wyprawa do tego miejsca ma szczegółowo zbadać to jezioro.
Hermes